Czego się spodziewać mając 20-kilka lat i urządzając samodzielne mieszkanie?

Opublikowane

Na 36m2 mieszkam razem z M. już 19 miesięcy. Własne miejsce było pewnego rodzaju prezentem od rodziców – ukończyłam pierwszy stopień studiów i chcieli trochę zdjąć ze mnie ciężar ciągłego przenoszenia się z kawalerki do kawalerki. Kilka dziwnych i czasem nieprzyjemnych przygód przy wynajmowaniu mieliśmy i – nie powiem – to nas nieźle udręczało.

Ilość rzeczy własnych, prywatnych, gromadzonych tygodniami rosła i rosła, trzeba było więc zacząć myśleć o zatrzymaniu się na kilka lat gdzieś na stałe, ale na swoim. Kiedy inwestycja stała się faktem, a część kredytu zaczęliśmy z M. pokrywać z własnej kieszeni (by za parę lat – z kolei – rodziców odciążyć), okazało się, że całkiem nieźle sobie we dwójkę radzimy. Nawet, jeżeli remonty kuchni i łazienki są daleko poza naszym zasięgiem, a urządzanie nawet jednego, małego kąciku w mieszkanku trwa już piąty (sic!) miesiąc…

Podsumowując wszystkie wydatki, z reszty miesięcznie (po opłaceniu wszelkich rachunków) zostaje mi w kieszeni zupełnie niewiele i kwotę tą przeznaczam na środowe obiady na uczelni oraz wszelkie żywieniowe zakupy w Biedronce (ekonomicznie), Piotrze i Pawle (na bogato, na ogół dokupuję tu brakujące rzeczy, które w Biedronce się nie dostało) czy kosmetyczne w Rossemannie lub (ostatnio moim ulubionym) Hebe. Oczywiście nierzadko styknie i na małe przyjemności: pizzę u Tomasz i Pomidory, nowy dodatek do The Sims 4 (co jak co ale budowanie domków w tej grze uwielbiam i robię to z czysta przyjemnością) albo nowe dżinsy (a właśnie, planuję w kwietniu kupić nowe, koniecznie). Budżetem się oczywiście z M. dzielimy, ale fajnie jest po prostu móc kupić coś za swoje albo i nawet przyoszczędzić i pod koniec miesiąca jeszcze coś mieć.

Tak na dobrą sprawę, większych zakupów – na przykład meblarskich – jestem w stanie dokonywać co najwyżej raz w roku… przy okazji zwrotu podatku. Jako, że na umowę o pracę jeszcze przez te kilka miesięcy sobie nie mogę pozwolić (w czerwcu planuję skończyć studia i chcę to zrobić na spokojnie), umowa zlecenie jest dla mnie opcją idealną i bardzo wygodną. A może i nawet odważę się kiedyś rozkręcić własny biznes? Kilka pomysłów w głowie się rodzi… Ale tak – niestety, większość spraw wokół pieniędzy i zarobków się kręci. Czy jestem ze swoich zadowolona? Cóż, wiadomo, zawsze chciałoby się więcej i na moje więcej na pewno przyjdzie jeszcze czas.

Nie mamy z M. większych problemów również i z utrzymaniem mieszkanka w porządku. Sprzątamy regularnie, sprzątanie nie wywołuje u nas, tzw. bólu tyłków, tylko po prostu jak trzeba to trzeba. Nagrodą jest powietrze wolne od kurzu, czyste klawiatury, monitory i myszy komputerów (a to rzecz niezwykle istotna – to tam zbiera się najwięcej brudu i zarazków!), uporządkowana łazienka i kuchnia oraz świeżutkie, czyste pranie. No i nie ma jak położyć się na łóżku w przewietrzonej, pachnącej wiosną sypialni!

 

 

Prawdopodobnie najbardziej wkurzają mnie czasem wypływające na wierzch, dokuczliwe drobiazgi-usterki: a to wanna przecieka i trzeba tamować, a to w kuchni coś uszczelka przy kranie nie styka, a to korki wywala i wygląda na to, że kolejny miesiąc odkładamy wymianę bezpieczników (chociaż nie wiadomo, czy to nie wina części instalacji!)… Jako, że to mieszkanie miało już pierwszych właścicieli (my jesteśmy drudzy), więc naprawdę boję się cokolwiek ruszać. Nie wiem co tak naprawdę kryje się w ścianach albo i nawet pod podłogą. Wiem jednak, że moment remoncików będzie nieunikniony, bo już zaczyna pękać sufit w kuchni, a ściana główna jest tak uciapkana po kulinarnych akcjach, aż szkoda gadać (czyszczę co najmniej raz w miesiącu albo boję się, że w końcu zacznie farba schodzić!). Niestety, biorąc lokum po kimś jesteś na takie sytuacje narażony – wiadomo, po swojemu zrobiłoby się zupełnie inaczej, na przykład inaczej położyło płytki lub mniej pomarańczowe panele. Wydaje mi się mimo wszystko, że nie ma się co w tej kwestii wymądrzać.

Zaletą posiadania kilkuletniego mieszkania, którego nie możesz od razu poddać metamorfozie, bez wątpienia jest fakt, że wiele zrozumiesz oraz przemyślisz zanim sięgniesz za młotek i gwoździe. I ja sama nie muszę decydować się na nową kuchnię już teraz, nie tylko dlatego, że nie mam za co ją zrobić (a kolejne kredyty kategorycznie odpadają), ale dlatego, że nie czuję jeszcze, że to właściwy moment, by się za nią (czy łazienkę) brać. Ale i tak, co się odwlecze to nie uciecze, mówią.

 

„Złote rady” i słowa wsparcia, odnośnie posiadania własnego mieszkania i domowego budżetu, kiedy ma się te dzieścia-kilka-lat:

1. Przede wszystkim nie przejmuj się tym, że w mieszkaniu jest na początku pusto: lepiej żeby było więcej wolnej przestrzeni i więcej czasu na zbieranie pomysłów i kasy na ładne, wymarzone meble, niż kupowanie byle czego, by później żałować.

2. Must-have z mebli i innych przedmiotów (w tym dodatków), które warto mieć mimo wszystko na start, to:

— łóżko albo materac,

— fotel, pufy lub kanapa,

— lampka nocna (w wersji na bogato warto też się wyposażyć w drugą, wysoką, stojącą)

— biurko (do pracy, do rozrywki),

— stół, przy którym można spożyć posiłek plus co najmniej dwa krzesła,

— roślinka!,

— firany lub zasłony (szczególnie, jeżeli brak rolet zewnętrznych – bijące po oczach światło latarni może zepsuć nie tylko pierwszą noc w mieszkaniu ale i każdą kolejną, to też sposób, m.in. na ukrycie się przed spojrzeniem sąsiadów z bloku naprzeciwko),

— śrubokręt, klucz francuski, szeroka taśma klejąca, miarka.

3. Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mogłabym nie pracować. Wydaje mi się, że (przynajmniej częściowo) należy po tej 20-stce postawić na samodzielność. Odkąd wprowadziłam się do mieszkania płacę wszystkie rachunki i pomagam spłacać część kredytu. To dla mnie bardzo ważne i zwyczajnie fair, po prostu.

4. Jeżeli rodzina chce pomagać, nie odrzucaj tej pomocy. Teraz oni pomagają Tobie (i z pewnością nie jest to dla nich jakiś problem), za kilka lat Ty będziesz mogła/mógł pomóc im!

5. Tak zwane jedzenie na telefon lub na mieście potrafi nadszarpnąć budżet. O ile to możliwe, warto gotować w mieszkaniu: bardzo proste są do przygotowania takie posiłki, jak schabowy z ziemniaczkami i surówką, domowe burgerki, zupy (rosół to kulinarna prościzna nad kulinarnymi prościznami). Po kilku tygodniach poczujesz ogromną różnicę – w kieszeni zostanie na pewno znacznie więcej, co można przeznaczyć oczywiście na jeszcze inne przyjemności, na przykład nowe dodatki do domu. Inną sprawą jest, jeżeli po prostu gotować nie lubisz. Jako, że ja kompletnie za tym nie przepadam (ale kurczę, nie pozwolę sobie na to, by jeść na mieście 7 dni w tygodniu!), więc staram się tworzyć potrawy, które można spożywać przez kilka dni, np. spaghetti.

6. Unikaj zmywania w zmywarce takich rzeczy jak: noże, sitka do makaronu, porcelanowe kubeczki. Pamiętaj, że nie wolno zbyt długo moczyć drewnianych przedmiotów – na przykład desek czy łyżek (w przeciwnym razie spękają, wykrzywią się i będą już do niczego)!

 


 

Koniecznie daj znać w komentarzu z jakimi rozterkami lub problemami borykałaś lub borykałeś się przez kilka pierwszych lat „na swoim”. Jeżeli uważasz, że są jeszcze jakieś ważne, istotne sprawy, z którymi warto podzielić się z mieszkaniowymi świeżaczkami, pisz śmiało! Chętnie też odpowiem na ewentualne pytania, jeżeli pojawiły się po przeczytaniu tego wpisu.

  • Jak to mówią ciasne ale własne! I to chyba jest najważniejsze 🙂 Powodzenia w urządzaniu się. U mnie też idzie powoli mimo że głównym powodem jest po prostu brak czasu. Pozdrawiam

    • Dziękuję:) Mam przeczucie, że za kilka miesięcy sprawy ruszą z miejsca!:)
      Serdeczności!

  • Mój narzeczony ostatnio przyszedł do mnie i z wielkimi oczami powiedział „Ty wiesz, ile my wydaliśmy już na wynajmowanie mieszkania?! To mogłaby być 1/4 własnego!”. Od tamtej pory gdzieś w głowie pojawiają się myśli zorganizowania czegoś na własność, ale raczej prędko się to nie stanie. Póki co wynajmujemy mieszkanie, śpimy na materacu. Jak kiedyś będziemy spać w normalnym łóżku, to będzie to wielki przełom 😀

    • Życzę Wam żeby Wasze marzenia spania w własnych czterech kątach spełniły się jak najszybciej!
      Uściski!