Jak to jest z tym blogowaniem…? Moje spostrzeżenia po 1,5 roku blogowania

Opublikowane

Zastanawiałam się w ogóle, czy napisać ten tekst. Tekst o blogowaniu, o doświadczeniach i spostrzeżeniach, jakie zebrałam w ciągu ostatnich 1,5 roku. Jednak mój pogląd na pewne sprawy, związany z wirtualnym miejscem w Sieci, poniekąd już się ukształtował, więc dlaczego by nim nie podzielić?

Karmins założyłam w lutym 2016, ale na koncie nie mam jeszcze żadnych spektakularnych osiągnięć. Po prostu działam na razie bez płatnej promocji, no i tak w swoim tempie. Po drodze kończyłam studia, teraz zakładam firmę, no i przecież jeszcze pracuję – w skrócie: łączę swoją codzienność z wieloma aspektami. W efekcie zawsze jakieś sprawy schodzą na dalszy plan, a że nie zakładałam od początku, jakoby Karmins miała na siebie zarabiać, do tej pory nie jest priorytetem. Nie oznacza to jednak, że losy bloga są mi kompletnie obojętne! Dbam o jego wygląd, o treści, o to, by jednak coś się raz na jakiś czas przyzwoitego pojawiło… W związku z czym, zdarzyło mi się już raz rozszerzyć tematykę, bo z początku miał to być blog stricte wnętrzarski – w końcu wprowadziliśmy się z Michałem na swoje (co oznaczało koniec dziwnych akcji z wynajmowaniem mieszkań) i wyobrażałam sobie, że z tym urządzaniem się to będzie prosto jak od A do Z. Niestety, pomiędzy tymi dwoma literami znalazło się jeszcze kilka liter, dlatego też postanowiłam poszerzyć treści o tematy, które również znajdują się w kręgu moich zainteresowań (tj. o których pisanie przychodzi mi z łatwością): te, związane z projektowaniem graficznym, Nowymi Mediami, a ostatecznie i Bullet Journalem.

 

Zobacz także:

—  Czego się spodziewać mając 20-kilka lat i urządzając samodzielne mieszkanie?

 

Ale ale! Ostatnio wygadywałam się na InstaStories czy z Karmins nie dać sobie spokoju – bo na horyzoncie pojawiają się nowe odpowiedzialności, nowe szanse i nowe możliwości… Dziękuję za słowa wsparcia, które pojawiły się po tym materiale! Myślę, że mój – jak ja to nazywam – nie-kryzys został (chwilowo) zażegnany. A nie-kryzys dlatego, że kompletnie nie chodzi o to, że moje statystyki są do bani – jestem świadoma z czego to wynika, więc nie jest to dla mnie powód do niepokoju albo paniki – czy też dlatego, że mija 1,5 roku, a ja wciąż nie stworzyłam kilkutysięcznej, aktywnej społeczności – bo doskonale wiem, że to wszystko wymaga poświęcenia i czasu. Nie-kryzys, ponieważ zaczęłam się zastanawiać, czy moja twórczość faktycznie ma wartość i sens – ale tak kompletnie przytomnie, bez popłochu i myśli „ojezu co ja teraz zrobię” – a jeżeli nie ma, to czy nie lepiej zrobić miejsce innym. Myślę jednak, że powoli sprawy wchodzą na odpowiednie tory – ale o co chodzi i w którą stronę podążę – o tym dowiesz się z pewnością do końca września!

No dobra, a teraz przejdźmy do sedna – jak to jest, u mnie, z tym blogowaniem?

 

1. Nie potrafiłabym prowadzić bloga nie przykładając uwagi do aspektów wizualnych

Jestem grafikiem, więc raczej nikogo nie zdziwi fakt, że przykładam ogromną wagę do wyglądu mojej strony. Dla mnie nie tylko sama typografia czy kolorystyka, ale i odpowiednie odstępy pomiędzy poszczególnymi elementami na blogu, mają duże znaczenie! Detale są istotne. Lubię, kiedy jest przejrzyście, gdy panuje minimalizm i spójność. Jeżeli ktoś ma już czytać teksty, nad którymi pracuję godzinami, zależy mi na tym, by czytało się je dobrze (np. także na urządzeniach przenośnych).  W ogóle wydaje mi się, że wygląd bloga ma znaczenie – nie tylko jego „wnętrze”. Osobiście nie jestem w stanie czytać stron, po wejściu na które atakuje mnie co najmniej jedno, wyskakujące okienko (które często trudno zamknąć na wersji mobilnej!). Nie przepadam również za szalonymi kontrastami (nieumiejętnie stosowanymi paletami barw) i fontami bez polskich znaków.

 

2. Bez mojego „prywatnego” programisty nie dałabym rady (i by mi się nie chciało)

W moim przypadku było tak, że od początku zdecydowałam się na WordPressa, kupny motyw oraz własną domenę i dobry hosting. Tylko prawda jest taka, że mój Michał jest programistą i bez niego nie poradziłabym sobie z tymi wszystkimi instalacjami i ustawieniami (ba, nawet nie miałabym ochoty sama się tego dowiadywać – zwyczajnie jestem lepsza w innych rzeczach, a swój wolny czas wolę poświęcić na zupełnie inne czynności, niż walki z CSSem, PHPem, HTMLem i Bóg-wie-czym-jeszcze). Nie wiedziałabym również co to znaczy „dobry hosting” czy SEO. Uważam, że warto mieć takiego anioła stróża od Zadań Specjalnych.

 

3. Docieranie do nowych czytelników wcale nie jest takie proste

…i na pewno wymaga planu! Podstawową sprawą, z którą musi się zmierzyć każdy bloger, to sprecyzowanie, kto będzie jego czytelnikiem, kto będzie częścią społeczności, którą zamierza stworzyć. Bez tej wiedzy są naprawdę nikłe szanse, że uda się dogonić innych, już od jakiegoś czasu działających w blogosferze. Grunt to wiedzieć do kogo i dla kogo się pisze. Ja z początku nie wiedziałam. To znaczy, wyobrażałam sobie, że będzie to osoba 20-30 lat, która ma zamiar uwić własne, przytulne gniazdko (na przykład u boku partnera lub partnerki), no i przypadkiem (lub nie) natrafi na Blogi Wnętrzarskie (czytaj: w tym mnie!). Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego po półtora roku moja społeczność wciąż liczy nieco ponad 200 osób, odpowiem, że do tej pory nie włożyłam ani grosza w jakąkolwiek kampanię reklamową, a większość wyświetleń mam właśnie z wnętrzarskiego feeda. Nie miałam – i jeszcze przez jakiś czas mieć nie będę – budżetu na płatne promocje. Wierzę jednak, że warto inwestować w dotarcie do osoby, która może stać się wartościową częścią społeczności – której być może będę mogła w czymś pomóc lub która będzie mogła pomóc mnie. Inwestować także w ten sposób, że nie tylko i wyłącznie skupiać, ale i nawiązywać relacje! Mi, jako introwertykowi, zajęły całe miesiące, aby to pojąć. Trudno być w końcu blogerem (szczególnie takim, który chce się rozwijać) bez twarzy, naprawdę! Warto opowiedzieć (opowiadać!), przynajmniej raz na jakiś czas, nieco więcej o sobie. Ja cały czas próbuję wychodzić ze swojej strefy komfortu.

 

4. Treści wartościowe – wieloznaczność pojęcia

Skoro już mowa o budowaniu społeczności, niezwykle trudną sprawą dla mnie było odpowiedzenie sobie na pytanie, jakimi wartościowymi treściami chciałabym się dzielić. Wartościowe, czyli jakie? Ano takie, dzięki którym jestem w stanie pomóc, doradzić, zainspirować lub przekazać wartość. Jeżeli nie dam rady pokazywać w regularnych odstępach czasowych tego, w jaki sposób urządzam moje małe 36m2, może powinnam opowiadać o czymś innym? Oczywiście dojście do odpowiedniego rozwiązania zajęło mi naprawdę sporo czasu (może nawet zbyt wiele), więc teraz mam trochę do nadrobienia! Nie bez powodu ostatnio zaczęły pojawiać się na Karmins poradniki, związane z grafiką (w tym darmowymi przydasiami do pobrania!) czy Nowymi Mediami. Czuję się pewnie w tych tematach, a dodatkowo każdy pozytywny komentarz, związany z kwestiami, które poruszam w danym wpisie sprawia, że nabieram ochoty na więcej!

 

Zobacz także:

Identyfikacja wizualna na start – pierwsze logo!

Poradnik – motywy WordPress

 

5. Warto analizować wszystko, co przeczyta się lub usłyszy o blogowaniu

Jeżeli blogujesz, to zapewne wiesz, że istnieje wiele grup specjalistycznych, związanych z blogowaniem i budowaniu marki osobistej i prawdopodobnie nawet jesteś dość wiernym obserwatorem lub komentatorem. Świetną sprawą jest pozyskiwanie wiedzy, ale uważam, że jeszcze lepsze i bardziej wartościowe jest… filtrowanie informacji i testowanie ich! Dlatego za każdym razem staram się przemyśleć każdą, nowo nabytą technikę/strategię, a także zastanowić się, czy aby na pewno jest dla mnie i warto poświęcać jej więcej uwagi czy wolnego czasu w ogóle. Wielokrotnie także przekonałam się (przyłapałam!), że im częściej zaglądam do takich grup, tym bardziej… moja motywacja spada i częściej porównuję się z innymi (a to bez sensu przecież porównywać się z kimś, kto ma zaplanowane budżety na reklamę, lub kilkutysięczną społeczność!). Doszłam w pewnym momencie do wniosku, że co za dużo, to nie zdrowo i swoją obecność w tak przesyconych informacjami miejscach miarkuję. Z głową. I jeżeli już tam jestem – to w określonym celu.

 

6. W życiu każdego blogera następuje przełom

Każdy, kto przechodzi na wyższy poziom blogowania, dokonuje pewnego przełomu. Może być to, na przykład pozyskanie regularnego przypływu czytelników, a co za tym idzie i statystyk, które pozwolą na ciekawe współprace. Dla mnie takim przełomem było, kiedy zaczęto więcej komentować moje posty oraz nawiązywać ze mną kontakt za pośrednictwem Instagrama, a poza tym, kilka blogerek udostępniało moje wpisy poradnikowe, dzięki czemu na Karmins wpadło kilku nowych czytelników. Dzięki temu także przekonałam się, że są to treści, do pisania których naprawdę powinnam się przyłożyć. Co więcej! Przyglądając się moim statystykom zauważyłam, że w kwestii tematów wnętrzarskich (czyli tych, na których równie mocno mi zależy) nie wszystko stracone i że jeżeli nadarzy się okazja, to koniecznie powinnam je na bloga przywrócić.

 

 

Blogowanie wcale nie jest takie proste, jakie mogłoby się wydawać. W pisanie tekstów, tworzenie i pielęgnowanie społeczności trzeba wkładać naprawdę sporo energii – a im bardziej się blog rozwija (lub też chce się po prostu, by się rozwijał), tym potrzebne jest więcej determinacji i wytrwałości w swoich działaniach. Zdarzają się i kryzysy i nie-kryzysy, nie uniknie się porównywania z innymi (szczególnie, kiedy ma się gorszy dzień!), ale uważam, że naprawdę warto walczyć ze swoimi słabościami, humorami i słabszymi momentami. Prowadzenie dobrego, poczytnego bloga to niezła próba!

Moje plany? Oczywiście, że mam! Jako, że nadciąga moja ulubiona, nostalgiczna pora roku, zakasam rękawy i wypełniam mój Bullet Journal całkiem ambitnymi zamiarami. Ale daj mi jeszcze chwilę. Każdy projekt i przedsięwzięcie potrzebuje czasu!

Jeżeli chcesz, obserwuj mnie w kanałach mediów społecznościowych – na Facebooku lub Instagramie. Wtedy będziesz mieć pewność, że nie przegapisz moich kolejnych wpisów i całkiem interesujących zapowiedzi!

 


 

Prowadzisz bloga? Instagramujesz? Próbujesz budować silną społeczność? Jakie masz z tym doświadczenia, jakie napotykasz wątpliwości? Koniecznie daj znać o tym w komentarzu – chętnie o tym z Tobą porozmawiam! 

Miłego tygodnia!

  • Nadal nie umiem powiedzieć czym jest dla mnie blogowanie 😉 Tzn. bloguję już z trzy lata, ale dwa raz już się przenosiłam, również po drodze zmieniłam tematykę, dopiero dwa miesiące temu zaczęłam mówić, że mam bloga, założyłam fanpage i instagram i dopiero zaczynam-zaczynam rozmawiać z czytelnikami 😉 Niestety nie mam też anioła stróża od zadań specjalnych, ani budżetu na niego, więc to też robi swoje 😉