Wnętrzarska stagnacja

Opublikowane

Na początku sądziłam, że obejdzie się bez tego wpisu. Ale jednak nie. Musiał powstać. Pod koniec miesiąca blog skończy rok i chociaż przez ten czas nie udało mi się osiągnąć zbyt wiele i czasami mam myśli, żeby dać sobie z pisaniem spokój, postaram się kontynuować to, co zaczęłam. Karmins to blog przede wszystkim o poszukiwaniu swoich wnętrzarskich gustów, o urządzaniu się i różnego rodzaju trudach z tym związanych. No właśnie – trudach.

Muszę trochę odpuścić. W ogóle o wiele rzadziej – przynajmniej do końca czerwca – będą pojawiały się jakiekolwiek wpisy. Pracy mam ogrom, do tego jeszcze magisterka i realizacje projektów dyplomowych. Kompletnie nie mam czasu jednocześnie poświęcać się wnętrzu i nie mam już ochoty snuć planów, które zrealizuję może na rok (ze względu na marny budżet). Problematyczne stało się dla mnie nawet to, że na co dzień pracuję w domu i ta charakterystyczna, firmowa atmosfera unosi się tu praktycznie od rana do wieczora. Czasem czuję ją nawet w sypialni. To paskudne uczucie, kiedy nie za bardzo masz możliwość zostawienia pewnych problemów w innym miejscu. Ciężko oddzielać mi sferę domowości od obowiązków, mających przynosić mi stały dochód. W mieszkaniu powinnam czuć się zrelaksowana, odprężona, powinno być moją twierdzą, a nie więzieniem. No właśnie, ostatnio czuję się jak w więzieniu. Pracy w domu mówię NIE.

Nie pozostaje mi nic innego jak ten moment przeczekać. W końcu to tylko kilka miesięcy. Ukończę ostatni semestr na uczelni, obronię się i będę mogła w końcu popracować nad rozgraniczeniem spraw osobistych od zawodowych. Jest mi ostatnio szczególnie ciężko ogarnąć to wszystko logistycznie i emocjonalnie, chyba spadło na mnie w jednym momencie trochę za dużo. Nawet pisanie (jak na złość) przychodzi mi z trudem… sformułowanie prostych zdań i tego, co chcę przez nie przekazać. Męczy mnie ślęczenie po nocach nad magisterką i stukanie w klawiaturę mi zbrzydło (i zbrzydnie jeszcze bardziej), nawet jeżeli temat, który badam jest dla mnie SZALENIE ciekawy, to najpierw muszę przejść przez wstępy, definicje i metodologie (meh). I na dodatek mam przy tym takie ciśnienie! Nie chcę stworzyć słabej, nudnej pracy… ambicja czasem aż za bardzo bierze górę. Oraz moje skłonności do perfekcjonizmu.

 

Mam nadzieję, że W KOŃCU w najbliższym czasie będę mogła pokazać kolejny etap w związku z urządzaniem kącika w dużym pokoju (Plany na Ściany cz. 1). Oczywiście plany „trochę” się zmieniły (w ogóle kwestia planowania w moim przypadku to rzecz na osobny post… teraz dodam tylko, że słowa tego nie cierpię), zamierzam zrealizować wersję ekonomiczną – rezygnuję z wieszania półek czy stawiania mebli przyściennych. Strefa dla książek i biurowych bibelotów prawdopodobnie powstanie DOPIERO przy wymianie biurka. Na razie przyoszczędzę.

To chyba tyle z rzeczy na gorąco, które chciałam przekazać mojemu czytelnikowi.

 

Mam nadzieję, że do czerwca nie zwariuję.

Przynajmniej pietruszka mi ładnie rośnie.

  • Całkowicie cię rozumiem! Też odpuściłam pisanie z braku czasu (i trochę umiejętności technicznych…). Totalnie się nie spodziewałam, że macierzyństwo tak mnie pochłonie. Nie mam kiedy nie tylko pisać, ale i czytać blogów… Choć oczywiście z nikim bym się na życia nie zamieniła! 😉 Ale z tym czasem będzie tylko gorzej, kiedy już będę musiała wrócić na etat…
    Piszesz naprawdę wartościowego bloga, więc czasem nie przestawaj! Powodzenia z magisterką, zobaczysz jaką ulgę poczujesz po obronie, gwarantuję!

  • Tylko nie zapomnij wrócić :).

    • Na pewno nie dam rady produkować miesięcznie tyle postów, co do tej pory… będzie ich mniej, ale za to pojawią się konkrety:) Wrócę jak tylko coś ruszy:)