Potygodnik #7 – Lepsze i gorsze dni

Opublikowane

Połowa lipca za mną – to już prawie miesiąc od zakończenia studiów, to zapisane kolejne dwa tygodnie w Bullet Journalu i dalsze zmagania z nową rzeczywistością. Wykonałam też swoje pierwsze, freelancerskie zlecenie (pierwszy zadowolony klient) i wciąż zastanawiam się co dalej, bo przecież marzy mi się etat, rozwój pod okiem doświadczonych oraz kontakt z drugim człowiekiem na co dzień. Zastanawiam się dokąd mnie to wszystko doprowadzi…

Ostatnio czuję się jak bohaterka jakiejś książki: ex-studentka, dziewczyna, która odstawiła kawę, początkująca graphic designer, szukająca swojego miejsca, próbująca realizować kilka (wcześniej odkładanych) pomysłów. Patrząca nie raz na siebie z boku i myśląca intensywnie nad tym, jak nie zawalić tych wszystkich planów, jakie zapisuje sobie w kajeciku. No takie szaleństwo, od którego kręci mi się w głowie – ale prawdopodobnie to może być też skutek – po raz kolejny – przedawkowania lemoniady (czyt. witaminy C). Jestem jakaś nerwowa ostatnio, ale nie ma mi się co dziwić.

 

Kilka blogowych pomysłów na treści

W środę opublikowałam na Facebooku niezły esej. Mówiąc w skrócie: na blogu treści wnętrzarskie raczej nie będą się pojawiały w najbliższym czasie (ale nie żebym była jedyną uciekinierką z tej części blogosfery – w końcu urządzanie się to rzecz kosztowna, a obecnie nie priorytet). Zależy mi jednak, aby wrócić do regularnego pisania (jak to się udało w czerwcu – aż trzy tygodnie pod rząd, szaleństwo!) i poprawiać jakość postów – żeby były wartościowe, pachniały nowością i wyglądały na dopracowane, przemyślane.  Będzie na pewno więcej wpisów poświęconych grafice, rzeczom do pobrania (karteczek na IG, kalendarzy, itp.) i tych związanych ze stylem życia (Bullet Journal, Potygodniki, chcę też powrócić z serią Ładne Rzeczy! w nieco odmiennej – ulepszonej – formie).

Zaraz siadam do zaplanowania tego wszystkiego i od przyszłego wtorku zaczynam.

 

 

Kiedy lipiec daje deszcze, długie lato będzie jeszcze

…a przynajmniej tak mówi przysłowie. Lubię ciepło, za upałami jednak nie przepadam (za mrozami i śniegiem z resztą też nie), więc gdyby nie dokuczliwa huśtawka pogodowa, pod tytułem „słońce-deszcz-słońce-deszcz”, to nawet czułabym się z lipcem „ok”. Ale „ok” nie jest, bo straszna ze mnie meteopatka. Reaguję bardzo źle na zmiany temperaturowe i ciśnieniowe, ale jakoś staram się sobie z tym radzić.

Tegoroczne lato to dla mnie czas na złapanie balansu. Równowagi. Poukładania spraw i zrealizowania przynajmniej jednego celu z listy, którą sobie utworzyłam. Wiem, że będzie intensywnie i da mi to w kość jak diabli, ale tym samym czuję, że będzie warto.

 

Blogi, na które warto zaglądać, czyli ciekawe i dobre teksty z ostatniego tygodnia

Aleksandra z bloga Get The Life napisała wpis odnoście radzenia sobie w dość niezręcznych sytuacjach… Jak z nich wybrnąć, jak wyjść z nich obronną ręką i nie narobić sobie więcej obciachu? Ola mówi co najlepiej zrobić.

Faux pas – każdemu się zdarza. Jak radzić sobie w niezręcznych sytuacjach?

 

„Dzień godzina po godzinie” to jedno z tych wyzwań, których lubią podejmować się ostatnio blogerzy. Jeżeli czasami zastanawiasz się, jak może wyglądać dzień z życia fotografa, zajrzyj do Ani Ulanickiej! Osobiście czuję się zainspirowana i za jakiś czas sama opowiem o mojej codzienności. Uwaga: post zawiera ładne foty.

Mój dzień godzina po godzinie.

 

Jako, że u mnie wnętrzarska posucha (i na razie tak zostanie, totalnie przestaję z tym walczyć, bo ni środków, ni czasu, ni głowy do tego), polecam zajrzeć do 66m2 Aśki (i jej ekipy). Ostatnio pokazała swoją małą, ładną łazieneczkę – a o podobnej marzę ja. Odkąd zajrzałam na tego bloga po raz pierwszy, już wiedziałam, że będę wracać. Jakieś takie sympatyczne są te wstaweczki „z rodzinnego życia wzięte”…

Furia! (+miejsce odosobnienia i zegar DIY)

 

To na koniec jeszcze bomba. Jeżeli interesują Cię tematy związane z mediami społecznościowymi, ale i także relacją z klientem (albo inaczej: swoim czytelnikiem, odbiorcą), to gorąco polecam regularnie zaglądać na bloga Magdy Bek. Magda ostatnio napisała post o planowaniu treści w SM, więc szczególnie jeżeli jest to dla Ciebie nowość – zajrzyj. Ja, co prawda, nie mam (jeszcze?) aż takiej potrzeby planowania postów w mediach na zaś – bo lubię spontaniczność, no i moc przekazu danej chwili – ale mimo wszystko warto poznać tę metodę, może się przydać – jak nie teraz, to w przyszłości.

— Harmonogram treści w mediach społecznościowych. 5 etapów, by je okiełznać.

 

 

200 lajków na Facebooku, ponad 220 obserwujących na Instagramie

Cieszę się jak dziecko – na każdy komentarz, polubienie, reakcję. Fajnie, że jesteś, że czytasz, że się angażujesz! To motywuje, poprawia dzień i sprawia, że chce się tworzyć dalej – więcej treści, lepszych treści. Dziękuję również za cierpliwość do moich blogowych eksperymentów – rok temu Karmins była w zupełnie innym miejscu, sięgała po inne rzeczy… Dzisiaj już wiem czego moi czytelnicy oczekują i jakie posty sprawdzają się najlepiej. Myślę po prostu, że wszystko teraz zmierza we właściwym kierunku!

 

Najlepsze na Karmins, czyli treści warte uwagi

— Motywy WordPress – wszystko, co warto o nich wiedzieć, czyli gdzie kupować i jak wybierać

— 6 rzeczy, które warto wiedzieć o fontach

 



 

Jakim słowem określisz tę połowę lipca? Uważam, że w moim przypadku idealne jest słowo „rozwój”. I chociaż staram się nie wybiegać aż za bardzo w przyszłość, to zwyczajnie jestem ciekawa co będę czuła i jak będzie wyglądała moja codzienność za kolejne pół miesiąca…

Życzę Ci udanego weekendu – koniecznie spędź go w towarzystwie miłych osób lub – po prostu – po swojemu, a wejście w nowy tydzień na pewno będzie o wiele bardziej proste!

  • Udostępnij
  • Też jestem meteopatką, więc znam ten ból. Zlecenia się znajdą, pamiętam początki mojego D. na freelancie – sporo zależy od chęci i działania, ale zderzenie się z etatem jest dla niego największą motywacją 😉

    • Wcześniej półtora roku pracowałam pół-zdalnie jako PM. Średnio lubiłam robić to z domu, zawsze wolałam spotkania w biurze (no i z klientami face-to-face). No i fakt faktem, na freelance trzeba mocno o klientów walczyć – to taka praca 3 w 1: jesteś jednocześnie sobie szefem, accountem i designerem. Dać się da, ale wydaje mi się, że lepiej jest najpierw popracować na etacie i zdobyć doświadczeniem pod okiem i ze wsparciem lepszych:)

      Miłego tygodnia!