Potygodnik #4 – Absolutorium, początek nowego i podsumowanie tygodnia

Opublikowane

Uff, uff – co za tydzień! Jestem na pełnych obrotach i tak jeszcze do końca czerwca! Nie wiem skąd siły brać… na szczęście na razie znajdują się same. I tak, pomimo zmęczenia, pomimo długiego dnia (właśnie wróciłam z Absolutorium i rodzinnego obiadu), jestem tu z czwartym #Potygodnikiem. Bez zbędnego pisania, po prostu przejdę do sedna…

 

Absolutorium, czyli koniec studiów i zaraz obrona!

Absolutorium było dla mnie prawdziwym absolutorium – wszystkie oceny w indeksie online (czyli w tak zwanym systemie USOS) wpisane. Rok czeka na rozliczenie – w poniedziałek/wtorek zgromadzę resztę niezbędnych papierków i podpisów. Mam nadzieję, że uda mi się obronić w ciągu dwóch tygodni… Jak będzie, czas pokaże. Nie zakładam nic z góry, bo – jak to u mnie – czasem różnie wychodzi. Jeszcze trochę nerwów przede mną, potem krótki odpoczynek i do pracy!

 

„Każdy koniec ma nowy początek”

Jak się czuję? Hm, trudno powiedzieć. Na pewno cieszę się, że wytrwałam, na pewno nie jest mi smutno, że to koniec. Odczuwam jednak lekki niepokój, bo wiadomo: zaraz full etat i jak ja sobie z codzienną rutyną poradzę. Na pewno wiem, co chciałabym robić w życiu i z jakimi ludźmi współpracować. Mimo wszystko, jestem na to przygotowana… i nutkę ekscytacji przy tym odczuwam. Jak to mówią… „każdy koniec ma nowy początek”. Lubię początki, lubię nowe wyzwania, a przede wszystkim, uwielbiam zmiany. Może i przynoszą ze sobą trochę nieprzewidywalnego, ale po prostu – znam siebie, a co najlepsze, mam mega wsparcie w M. i całej mojej rodzinie! Cały czas myślę o tym, by o studiach i studiowaniu napisać dłuższy post. Ale to może jak już będę w 100% absolwentką.

 

Oto ja – w moim UAM-owym bireciku (togę wypożyczałam i zwróciłam przed opuszczeniem Auli – taki zasady)! Foto robione moim Huaweiem – nie chciało mi się brać lustrzanki. Z resztą mój tato nagrał kamerą caaałą uroczystość. Będzie fajna pamiątka!

 

Co nowego w czterech kątach

W czterech kątach dzieje się wciąż niewiele. Ostatnio tylko, udało mi się znaleźć zegar, jakiego poszukiwałam od dłuższego czasu (poprzedni był w stylu prowansalskim i zwyczajnie nie pasował do charakteru wnętrza) – kupiłam go w Konsimo, w świetnej cenie. Na dodatek chodzi cichutko, jak myszka. Model o dość standardowej średnicy – 30cm. Szalenie podoba mi się imitacja drewna oraz duże, wyraźne cyfry.

 

 

Z rzeczy innych, podratowałam z M. trochę naszą szeflerkę – tak wyrosła, aż zaczęła się nam przewracać. Wyprostowaliśmy ją, dosypaliśmy ziemi, ale zdecydowanie za jakiś czas będziemy musieli przesadzić ją do sporo większej, najlepiej ceramicznej, donicy. Zapewne zrobimy to przy okazji robienia porządków na balkonie – niestety kilka roślinek przez zimę wykorkowało i należy zastąpić je innymi. Mam nadzieję, że zabierzemy się za to najpóźniej pod koniec lipca. W każdym razie taki jest właśnie plan.

 

 

Powróciłam! Czyli co ostatnio na blogu…

To na koniec, o dwóch wpisach, które ukazały się w tym tygodniu:

Wróciłam! – czyli o ostatnich wydarzeniach, zmianach, planach i rzeczach ważnych – w poście poczytasz o tym, dlaczego mnie nie było i dlaczego wracam, a do tego o moich planach, zmianach na blogu i innych takich. Fajny post, szczególnie, jeżeli zdecydujesz się zostać na Karmins dłużej – i podczytywać raz po raz!

Karty z napisami do druku – czerwiec 2017 (Letnie Szaleństwo) – kilka osób chętnie korzysta z instagramowych kart, które tworzę i udostępniam za darmo. No i proszę, wraz z moim powrotem, pojawił się nowy pakiecik, zatytułowany „Letnie Szaleństwo”. Pobierz, wydrukuj, sprawdź, czy faktycznie urozmaicą także i Twoje kadry! Więcej kartoników znajdziesz w dziale „Grafika”.

 

A jak minął Ci twój tydzień? Koniecznie daj znać w komentarzu! A jeżeli prowadzisz bloga, zostaw link do siebie – lubię poznawać nowe, inspirujące miejsca!