Potygodnik #3

Opublikowane

Tegoroczne święta wielkanocne minęły w okna mgnieniu. Cóż to był za tydzień! Tak, jak podróż w prawie-Bieszczady mogę uznać za „w miarę komfortowy”, tak droga powrotna ciągnęła się w nieskończoność, na dodatek uwieńczona przeziębieniem M. (więc zdecydowaliśmy, że nawet w Warszawie nie zabawimy długo).

 

Święta w prawie-Bieszczadach

Poznańskie zaczynają się powoli, kończąc stosunkowo szybko. Na miejscu nie mam nikogo, z kim można by świętować, prócz rodziców, siostry i M., także co roku wygląda to tak samo: budzimy się wtedy, kiedy się wyśpimy (pośpiech nikomu z nas nie służy, a jak człowiek odpocznie chwilę przed maratonem gotowania i prasowania, to nikomu nic się nie stanie), jedziemy ze święconką (zwykle to ja zajmuję się strojeniem), następnie wracamy i przygotowujemy stół. Potem siadamy, jemy i rozmawiamy do wieczora. W między czasie oglądamy filmy, czasem nagrania wideo z jakichś wczasów (na przykład zimowych, rodzicowych). No i właściwie to tyle. Potem każdy rozjeżdża się w swoją stronę (ja z M. wracamy do mieszkania).

Prawie-Bieszczadzkie to zupełnie inna bajka. Przede wszystkim, wstajesz wcześnie rano (mnie to boli, bo przyzwyczajenia przyzwyczajeniami, ale czasem trzeba się dostosować). Najbardziej je lubię za to, że ciągle ktoś się znajomy lub nieznajomy przewinie. Dalszą rodzinę M. znam mimo wszystko słabo, ale to fajni ludzie. Jest głośno, zabawnie, na stole jedzenia (i alkoholu) sporo, jest w czym wybierać jak na szwedzkim stole! Odwiedzamy się nawzajem (babcia M. mieszka „na górze”, czyli kilka minut pod górkę, kiedy reszta rodziny „na dole”), wymieniamy dziesiątkami (sic!) ciast i innych specjalności. Lubię jak się dzieje w tych okresach świątecznych, nawet jeżeli wieczorem czuję się zmęczona i przejedzona. Po prostu, jest inaczej. I wydaje mi się, że raz na jakiś czas warto spędzić święta w ten sposób – inaczej.

Niestety, pogoda nie była zbyt dobra, nie dopisała, a jak już gdzieś wypadliśmy na chwilę z domu, to tylko w pobliże, ale za to ostatecznie skończyłam czytać „Życie pasterza”.

 

Podcast, który słucham – Pani Swojego Czasu

O Pani Swojego Czasu słyszałam niejednokrotnie, ale w związku z moją niechęcią do planowania czegokolwiek, blog Oli mnie nie interesował. Zwyczajnie nie byłam wtedy jeszcze (brzydko mówiąc) targetem, nie potrzebowałam czytać o jakimś tam zarządzaniu swoim czasem i podobnych sprawach. Ale kiedy moja postawa uległa zmianie – kiedy postanowiłam podejść do kwestii planowania trochę inaczej (między innymi dzięki radom Kasi z worQshop) – zaczęłam kumać całą tę ideę i zagłębiłam się w temat bardziej. W drodze powrotnej do Poznania przesłuchałam drugi odcinek podcastu PSC, „Jak zbudować zaangażowanie na Facebooku?” i bardzo mi się spodobał – uporządkowana wiedza, najważniejsze informacje i konkretny głos Oli, to wszystko pomogło mi uporządkować swoją wiedzę odnośnie FB oraz dowiedzieć się również kilku, zupełnie dla mnie nowych, spraw. Bardzo polecam, szczególnie jeżeli interesuje Cię budowanie swojej marki, biznesu online.

— Podcast Pani Swojego Czasu

 

Karteczki Karmins na Instagramie!

To fantastyczne uczucie widzieć, że z karteczek, które możesz pobrać na Karmins, korzysta coraz więcej Instagrammerek! Dziękuję za każde oznaczenie. Bardzo mi to robi dzień. Kolejny pakiecik w maju. Pamiętaj, że jeżeli masz jakiś pomysł na napis albo hasło, możesz dać mi o tym znać – istnieje wtedy spora szansa, że zobaczysz go w kolejnym secie.

 

 

Misja wnętrzarska – ogarniam sypialnię i wykańczam kącik w pokoju dziennym

Do sypialni chcemy (w końcu!) kupić z M. lampki nocne. Zobaczymy, czy w ogóle coś wpadnie nam w oko, ale mam nadzieję, że kwestia zakończy się sprawnie – jak nie teraz w weekend, to w przyszłym tygodniu. Kącik w pokoju dziennym to sprawa – można rzec – na wykończeniu. Chyba nie ma co kombinować dalej… Ostatecznie w kącie stanęła na razie szeflera i mam nadzieję, że nie trafi ją szlag (tj. że jakoś uda jej się przeżyć moje zabiegi pielęgnacyjne, od polewania zaczynając, po odkurzanie listków kończąc). Cały czas nie wiem co zawiśnie – prawdopodobnie oprócz drewnianych płaskorzeźb – nad kanapą, ale pomysł się pojawił, znalazłam coś interesującego. Czekam na okazję. Szczegółów na razie zdradzać nie będę, ale jak tylko coś wykombinuję, na pewno pyknę o tym post. I jeszcze jedno – zamierzam wymienić też dywanik na inny, prawdopodobnie większy. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z myślą, wpisy wnętrzarskie pojawią się w okolicach maja.

 

Ostatnio na blogu

Jak dobrze wiesz, w związku z moim wyjazdem, nie działo się zbyt wiele. Ale to nic! Myślę, że kilka ostatnich tematów również Cię zainteresuje, zerknij tylko:

— Ubiegłotygodniowy… Potygodnik numer 2, gdzie polecam, między innymi film Włodka Markowicza „Życie Pasterza” (i samą książkę Rebanks’a również!)

— Może i mój staż w blogowaniu nie jest zbyt wielki, ale i tak podzieliłam się kilkoma narzędziami, z których korzystam i które bardzo sobie cenię

— Jeżeli chcesz wiedzieć, skąd pobieram elementy do pracy w Photoshopie, koniecznie zajrzyj do postu z wiosennym plakatem!

A tak na marginesie… szykuję kosmetyczne, małe zmiany, związane z wyglądem bloga.

 

Lubię kiedy komentujesz na Karmins. Zostaw kilka słów, a na pewno odpowiem. Możesz także polecić interesujące linki, strony internetowe lub swojego bloga. Na pewno sprawdzę wszystkie te miejsca!