Podsumowanie Chcę-Listy 2016 (15+ rzeczy do mojego mieszkania) i kolejne, ważne wnioski z urządzania mieszkania

Opublikowane

Nadszedł grudzień i uznałam, że czas najwyższy podsumować moją tegoroczną Chcę-Listę. Post o 15+ rzeczach do mojego mieszkania opublikowałam w kwietniu, czyli jakieś pół roku po wprowadzeniu się do mieszkania i aktualizowałam wraz z każdym zakupem, aż do dzisiaj.

Początkowo miało być dokładnie piętnaście rzeczy, później jednak zmieniłam zdanie, a na listę wskakiwały nowe punkty, chociaż potem kilka z nich… usunęłam. Po jakichś trzech miesiącach zajęłam się tymi, wg. mnie najważniejszymi. Na pierwsze miejsce wskoczyły potrzeby, zachcianki spadły na dalsze pozycje (ale numeracja nie ma tu nic do rzeczy). Zupełnie inaczej zaczęłam myśleć o sensie tej listy.

 

Przekreśliłam rzeczy, które zdołałam i (koniec końców) zechciałam kupić. Nie jest tego dużo. Z 16 rzeczy, kupiłam 9.

Nie powiem, że jestem niezadowolona. Jestem zadowolona. Okazuje się jednak, że moja lista Z POCZĄTKU była właśnie listą takich bardziej zachcianek, niż tego, co faktycznie wpłynęłoby na wygląd mieszkania. W sensie: już na pierwszy rzut oka. Ale, jak już napisałam powyżej, ostatecznie zaczęłam łapać, co jest faktycznie potrzebne (np. uprzytulni mieszkanie) i to na nich się skupiłam – ale co więcej – nie wszystkie te rzeczy wylądowały u mnie na blogu.

 

Oto, co zostało kompletnie „unieważnione” i – być może – zostanie przeniesiony na kolejną listę:

Rama na plakat – chodziło o ramę, w którą miał być oprawiony plakat, ale z tego właśnie plakatu zrezygnowaliśmy (z edycji limitowanej, nawiązujący do gry Wiedźmin 3). Jeden z powodów był taki, że stwierdziłam, że jest zwyczajnie zbyt straszny, a poza tym, zbyt pomarańczowy i czerwony.

Nowy zegar – już, już miałam kupować w VOXie, ale olała mnie obsługa i wyszłam bez niego. Może i dobrze? Ten, który sobie upatrzyłam okazał się w rzeczywistości zbyt… malutki.

Nowy obraz do sypialni – nie został kupiony, ponieważ uznałam, że to nie jest najlepszy czas na urządzanie pomieszczenia z łóżkiem. Z resztą i tak nie wpadło mi nic do tej pory w oko. Co ja sobie wtedy myślałam?

Dwa nowe komplety pościeli – razy dwa, bo lubię mieć swoją część łóżka tylko dla siebie. Niekupione, bo to jednak sporo kasy, nawet jak na H&M (a jako, że do H&M strasznie mi daleko… cóż, hajs przeznaczało się na coś zupełnie innego), a sama nie jestem jednak przekonana czy pozostanę przy rozmiarach 150×200 oraz 70×80. Pewnie nie. Dlatego odkładam ten zakup na kiedyś. Aktualnie muszę jakoś przeżyć spanie w zielono-różowym miksie, stąd też zdjęć z sypialni jeszcze długo będzie naprawdę niewiele (to, co wygląda nieestetycznie jest ble).

Bambusowe ogrodzenie na balkon – miałam zamiar (i wciąż mam) ukryć żółte, betonowe brzeżki balkonu i te plastikowe parawany, oddzielające mnie od sąsiedztwa. Kiedyś zwyczajnie przyjdzie na to czas, w te lato go nie znalazłam.

Stolik i krzesła na balkon – uznałam, że nie kupię, dopóki nie uporam się z powyższym. Jakaś taka estetka ze mnie (cóż zrobić!).

Nowe wycieraczki – stare powinnam wyrzucić. Powinnam. Może jednak do końca grudnia tego dokonam…?

 

Te kilka rzeczy, o których nie wspomniałam na blogu:

Organizer ścienny, druciany – trzeba było rozwiązać problem walających się WSZĘDZIE karteczek z notatkami (i tymi, które ginęły w tajemniczych okolicznościach).

Wymiana baterii prysznicowych i tych przy umywalce – stare zżerał kamień, z którym chyba nikt na świecie by sobie nie poradził.

 

 

dsc_0136

© Paulina J. Rutkowska • Karmins

 

Na koniec tego wpisu, podzielę się jeszcze jednym doświadczeniem.

To było wtedy, zanim założyłam bloga. Spodobały mi się wnętrza urządzone po skandynawsku, a jednocześnie miałam w głowie to, jak fajnie (bo naprawdę fajnie!) miała urządzone te kąty poprzednia właścicielka (mieszkająca od czasów pierwszego roku studiów, aż do końca 2015 roku, także kawał czasu). No i wpadłam. Szybko okazało się, że tak naprawdę NIE WIEM, czego chcę. NIE WIEM, jak ma wyglądać mieszkanie (M. w sumie też nie wiedział, ale on tak emocjonalnie jak ja do wszystkiego nie podchodzi). NIE WIEM, co jest warte moich pierwszych, zarobionych pieniędzy, a co nie. Ale najwyraźniej taka kolej rzeczy.

To, jak wyglądały cztery kąty na początku, możesz zobaczyć, np. w poście Tak teraz mieszkam (post z lutego br.). Wciąż to wszystko jest tak niekompletnie (pomijając, że doszedł stolik kawowy, dywan i druga szafka nocna w sypialni), jakby wciąż mi czegoś brakuje. ALE! Brałam meble, na które było mnie wtedy stać. Zostawiłam nieodmalowane, białe ściany. Postawiłam rzeczy w tych miejscach, które uznałam wtedy za właściwe i optymalne. Do tej pory nadal nie mam lampek nocnych po obu stronach łóżka. Tylko po jednej (M. chodzi w nocy chyba z jakimś noktowizorem). I tak dalej, i tak dalej… Takie to wszystko jeszcze niespójne, tak czuję. Takie jakby eksperymenty na żywym organizmie… Niezła szkoła. Z jednej strony nadal czuję – od czasu do czasu – jakąś presję (w końcu prowadzę bloga wnętrzarskiego!), z drugiej zaś zadowolenie, kiedy już jakąś wizję uda mi się zrealizować, pomimo brakujących elementów (czasem to taka trochę zabawa z aparatem – jak ukryć to, czego nie chcę pokazać).

Dzisiaj wiem o tyle więcej, że eklektyzm jest piękny (bardzo mi się podoba), chociaż trudny do opanowania, a styl scandi nie jest dla mnie. Prostota i klasyka to to, co wybieram. Chciałabym też zaczerpnąć z idei minimalizmu (np. im mniej mebli, tym lepiej). Co zrobię z tym dalej, zobaczę. Styl i gust lubi się zmieniać, szczególnie gdy człowiek wie już więcej. I widzi lepiej.

Aktualnie jestem w trakcie urządzania kącika z kanapą, a to jak mieszkanie prezentuje się obecnie, możesz podejrzeć w kilku ostatnich postach, szczególnie w ich nagłówkach (jak, np. w tym).

 

Tak czy owak, mam nadzieję, że przyszłoroczna lista będzie mądrzejsza, bardziej przemyślana i konkretna – a przede wszystkim – sporo krótsza.

 

Zastanawiam się jeszcze, czy pozostać przy nazwie Chcę-Lista, czy zmienić jej tytuł. Jeżeli masz jakiś pomysł na nazwę dla tej serii, koniecznie podziel się nim ze mną w komentarzu (lub w wiadomości prywatnej, jak wolisz).

  • uuu a jaki ładny dywan. Mogę spytać skąd? Co do balkonu, też chętnie poddałabym mój metamorfozie, ale jak wstawię jedno krzesło to już nie będzie miejsca eh ;c

    • Odsyłam do postu:)
      http://karmins.pl/dywan-w-stylu-skandynawskim-od-carpet-for-you/

      Wciąż sprawuje się super, tylko wiadomo – bawełki bardzo lubią się do dywanów przyczepiać i trzeba się ich regularnie pozbywać. W kwestii jakości, przypomina, np. te z Leroy Merlin lub Castoramy (tj. bez szału ale funkcję pełni – w końcu to dywan za stówę, a nie tysiaka). Carpet For You ciągle mają jakieś obniżki cenowe, więc wydaje mi się, że warto. M. zdążył go już upaćkać czekoladą, ale dzięki odplamiaczowi do tapicerek wszystko zeszło i śladu nie ma XD

      Dzięki za komentarz!
      Serdeczności!

  • Marta Chrzaszczyk

    Podziwiam Twoją organizację! Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • A może „must have lista”? 😉 świetny wpis!!!

  • Bardzo lubię ten Twój stolik! Wygląda świetnie! pozdrawiam