Czy warto studiować? Moja historia studiowania – Kulturoznawstwo oraz Media Interaktywne i Widowiska

Opublikowane

Ha, wciąż trudno mi uwierzyć w to, że to koniec. Jestem po obronie i oficjalnie po studiach. Uznałam zatem, że to także idealny moment, by napisać co nieco o moim doświadczeniu związanym z tym właśnie, pięcioletnim doświadczeniem (lub jakkolwiek nazwać ten etap w życiu).

Po maturze w 2012 roku składałam papiery na dwa kierunki: Kulturoznawstwo i Etnologię. Dostałam się na oba, ale postanowiłam wybrać tylko jeden, (ambicje mnie specjalnie nie ponosiły, by rzucać się na głęboką wodę – z resztą nigdy specjalnie uczyć się nie lubiłam, a kompletnie nie wiedziałam, jak to jest z tym studiowaniem), a ostatecznie padło na Kulturoznawstwo – dziedzina wcale nie taka wąska, więc postanowiłam zasmakować co nieco kultury. Nie było mi lekko, a wręcz przeciwnie – na początku było bardzo ciężko. Nie wiedziałam właściwie co ja właściwie na uczelni robię, jak mam się tego wszystkiego nauczyć, zastanawiałam się także (i te myśli żyły ze mną przez wiele tygodni), czy jednak nie wybrać sobie czegoś innego do zajęcia. Marudziłam to tu, to tam, ale ostatecznie wytrwałam na Kulturoznawstwie całe trzy lata, kończąc je tytułem licencjata. Czy mi się podobało? Co myślę o tych studiach? Cóż… przyznam, że moja wizja była kompletnie inna. Są to jednak studia związane raczej z krytyką kultury, poznawaniem jej aspektów, czy nawet (mówiąc artystycznie) twarzy, niż z samą kulturą stricte. No chyba, że robiło się sporo poza salami wykładowymi – organizowało wydarzenia społeczno-animacyjne, czy pracowało w teatrze albo kinie. Istniał jeszcze jeden sposób, aby tej kultury doświadczyć bezpośrednio – zainicjować własny projekt. Jako, że gry wideo zaczęły mnie swoją multiwymiarowością zachwycać i poczułam ochotę na to, by zorganizować poznańską ekipę graczy, stąd narodził się pomysł na Poznańską Gildię Graczy. Projekt powstawał mniej-więcej na drugim roku studiów, ale nabrał rumieńców dopiero, kiedy zaczęłam prowadzić Pog(R)adajmy (edycję poznańską), comiesięczne spotkania dla graczy i dla lokalnej branży gier, a także współorganizować konferencje gamedevowe. Dzięki temu, ostatecznie udało mi się nie tylko doświadczyć pracy animatora kultury, ale i rozwinąć społeczność, która koniec końców przerodziła się w fajne stowarzyszenie – działające po dziś dzień. Także tak wyglądała jedna z moich najważniejszych działalności w okresie studiów kulturoznawczych. Od PGG odsunęłam się jednak (koniec końców przy projekcie trwałam od 2013 do 2016 roku) i oddałam w łapki kompetentnych kolegów, chcąc poświęcić się studiom magisterskim, pracy, moim innym projektom oraz rozwiązać kilka swoich problemów, o których nie będę opowiadać. No i trochę bardziej egoistycznie – wreszcie zająć się sobą i swoimi planami na przyszłość.

Na Kulturoznawstwie nie chciałam zostać. Nie zrozum mnie źle – to nie są złe studia. To są dobre studia, które uczą krytycznego spojrzenia na wiele aspektów życia. Dzięki nim nie tylko zaczęłam dojrzewać do sztuki, nauki, działania samodzielnego, ale i nauczyłam się radzić sobie ze stresem (wiadomo – sesja) oraz skutecznego docierania do informacji i wartościowych źródeł. Brakowało mi na tym kierunku jednak warsztatów (praktyki!), sztuki współczesnej i zagadnień związanych z interaktywnością i nowymi mediami. Wśród wielu kierunków drugiego stopnia, natknęłam się ostatecznie na Media Interaktywne i Widowiska. Tu start miałam o wiele prostszy! Szybko przekonałam się, że wszystko to, co przeżyłam i opanowałam na pierwszym stopniu, bardzo pomogło mi na drugim. Wracając po zajęciach do domu, czułam naładowana się energią, byłam zainspirowana i zachwycona. W mig załapałam jak skutecznie wyciskać z tego kierunku jak najwięcej „soczków” i wyciągać z tego, co mi wykładano, jak najwięcej. Na dodatek, sporo pozyskanej tu wiedzy przydało mi się w pracy! Wydaje mi się, że potrafię także lepiej argumentować swoje stanowisko i pracować w grupie – z ludźmi o różnych charakterach, umiejętnościach i upodobaniach. Miałam także szansę wykazać się w projektach indywidualnych (zaprojektowałam w ramach pracy dyplomowej aplikację mobilną). Te dwa lata pozwoliły mi również odpocząć od dość sporych projektów społecznych – zdążyłam nabrać sił i ochoty na kolejne. Jeden z moich kolegów po obronie skomentował, że „nic, dokładnie nic się nie zmieni”. Nie wiem na ile to prawda, przekonam się sama. Czuję w tej chwili dumę (że dałam radę!) i motywację do działania, a co najważniejsze, posiadam wcale niemałe – jak na ex-studentkę – doświadczenie oraz multum umiejętności i zmierzam je wykorzystać.

Odpowiadając na pytanie, czy warto studiować, odpowiem: owszem, warto. Studia wcale nie oznaczają, że trzeba od rana do wieczora siedzieć z nosem w książce. Skłonię się nawet do stwierdzenia, że wręcz przeciwnie! Sama ani razu nie zarwałam nocy (zarywałam jedynie z powodu projektów, którym miałam ochotę się w 100% poświęcać). Studiując, jednocześnie pracowałam (i nawet będąc studentem dziennym dawałam radę, ja, chucherko), rozwijając przy tym siebie, swoje zainteresowania, a w tym własne, poboczne projekty. Najważniejsze było dla mnie to, by nie siedzieć z założonymi rękoma, nawet gdy odczuwałam samotność i wyobcowanie…

Nic nie straciłam. Zyskałam.

  • Też studiowałam Kulturoznawstwo, choć początkowo chciałam iść na coś zupełnie innego 🙂 Robiłam tylko licencjat, ale w trakcie studiów zainspirowałam się Filozofią i ostatecznie połączyłam te dwa kierunki 🙂 Super kierunek, dużo wiedzy merytorycznej i w efekcie otwarty umysł i większe zrozumienie, na to co nas otacza 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Merytoryka i nauka krytycznego myślenia – dokładnie to pamiętam z kulturoznawstwa:) „Skręciłam” na MIiW z tego względu, że brakowało mi zajęć związanych z nowymi mediami w praktyce (i możliwości wykazania się kreatywnie), no i w ogóle – trochę luźniejszej atmosfery:)

      Serdeczności!