Czego nie marnować, czyli „jak spędzamy swoje dni, tak spędzamy nasze życie”

Opublikowane

W przyszłym tygodniu pierwszy dzień lata. Dla mnie to także dzień, w którym będę broniła swojej pracy magisterskiej, a tym samym (przynajmniej na razie) koniec przygody ze studiowaniem. Szukam swojego miejsca. Rozglądam się dookoła i szukam sposobu na odpowiedzenie sobie – co chcę robić przez następne 5 lat? Kim chcę być, czy raczej, kim chcę się stać? Gdzie pracować i z jakimi ludźmi spotykać się na co dzień? Nawet jeżeli znam już odpowiedzi na te pytania (a przynajmniej po części, bo nigdy nie wiadomo, co los mi pod drzwi podrzuci – ostatnio był to rozchodnik kaukaski, więc boję się pytać co będzie następne) to po raz kolejny lato jest czasem metamorfozy i poważnych decyzji, które z pewnością wpłyną na moje życie.

Najbliższe dwa miesiące to idealny moment na uporządkowanie ważnych dla mnie spraw. Z drugiej strony, nie mogę zapominać o tym, że to idealna okazja do zwolnienia tempa i udania się, przynajmniej na kilkudniowy, zasłużony odpoczynek (zanim jeszcze pójdę do pracy na pełny etat). Do tej pory działałam na najwyższych obrotach, a mimo to… mam jakieś dziwne przeczucie, a jednocześnie trochę niekomfortowe, że gdybym chciała, to mogłabym jeszcze więcej…

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie filmik, który widzisz w nagłówku posta. Mango Street Lab co jakiś czas publikuje materiały wideo, związane z fotografią – a nawiązując do ostatniego – „Photography tutorials that don’t waste your time”. Autorzy kanału to para fotografów, Rachel i Daniel, którzy właśnie odnaleźli swoje motto. Tak na marginesie, jeżeli akurat szukasz ciekawych i dość krótkich filmików, związanych ze sztuką robienia zdjęć, to zajrzyj do nich. Mango Steet Lab to kolejne przedsięwzięcie, związane z robieniem tego, czego się kocha, jednocześnie kolejny przykład tego, że „chcieć to móc”: aktywność, nie bierność, pasja, a nie przymus.

„Jedna wartościowa rzecz dziennie” – to z kolei moje motto. Źle się czuję (szczególnie tuż przed pójściem spać), kiedy danego dnia nie zrobię ani nic „pożytecznego”, ani nic „dla siebie”. M. twierdzi, że to taka trochę moja niezdrowa obsesja. Jednak z drugiej strony, ta właśnie obsesja, nakręca mnie do działania, podpowiada „hej, może rzeczywiście jest coś, co mogłabyś zrobić?”. Taka moja natura, że ciągle o czymś myślę: o nowych przedsięwzięciach, jakie fajnie byłoby uruchomić, o blogowaniu i Karmins, o mojej karierze zawodowej (jak wkręcić się w nowe branże i jak w nich podziałać). No myśli mam ogrom, a metodą „jedna wartościowa rzecz dziennie”, próbuję je jakoś pochwycić, ogarnąć, poruszyć się w ich kierunku… tylko nie jest to łatwe. Ani trochę. I obudziło to we mnie jakiś niepokój, ciężko mi usiedzieć ostatnio w miejscu.

Wiem o co chodzi. Zauważyłam, że kilka klocków wskoczyło na swoje miejsce. To dlatego. Prawdopodobnie znowu przyszedł ten moment, kiedy czuję, że w pewien sposób czas pójść dalej, sięgnąć po coś, na co miałam ochotę od dawna. Trudno mi jednak to uczucie doprecyzować… Od jakiegoś czasu krąży wokół mnie trudna do uchwycenia myśl (nawet sam Dumbledore miał taką kiedyś). Cały czas poszukuję odpowiedzi – co dalej.

Na szczęście przyszedł czas zmian, a na tej dziwnej ścieżce pojawiają się nowe drogowskazy. Muszę się tylko postarać, aby nie marnować dni. Działać.

 

How we spend our days is, of course, how we spend our lives.

Annie Dillard, The Writing Life

  • Ja jestem z tych co nie planują zbyt mocno. Życie nauczyło mnie ze w mojej rodzinie planowanie czy wybieganie w daleką przyszłość nie ma wiekszego sensu. Zawsze coś pokrzyżuje plany, dlatego wole żyć z dnia na dzień i z tego czerpać korzyści.

    • Ha, do niedawna i ja powtarzałam jak to nie lubię planować… bo i w moim przypadku bardzo, bardzo różnie się to układa koniec końców. Ale dla mnie planowanie to okazja do tego, aby później spojrzeć szerzej na to, co się udało, a co nie – i dlaczego (czasem wysnuć jakieś wnioski, pewne rzeczy poprawić, itp.). Nie jestem z tych, co planuje sobie dzień od A do Z. Nie, nie. Mi przede wszystkim chodzi o naukę i ulepszanie pewnych rzeczy, szczególnie tych, związanych z blogowaniem i moimi małymi pasjami… a pewnie wkrótce i tych, związanych z pracą zawodową.

      • Ha! Jakbym czytała o sobie. Ostatnio wprowadziłam do życia delikatne zmiany i z osoby, która nigdy nie pałała miłością do organbizowania swojego czasu, tak teraz lubię miec przynajmniej „zarys” planu na dany dzień. Nigdy nie wypełniam go w 100% ale przynajmniej widzę, że mniej czasu ucieka mi przez palce 🙂

        • Ja poszłam jeszcze krok dalej – założyłam swój pierwszy Bullet Journal. Koniecznie chcę popracować nad regularnością i pewnymi nawykami. Przy okazji jeszcze mogę wyżyć się kreatywnie:)

          Dzięki za komentarz, serdeczności!

  • Znalezienie chociaż chwili dla samej siebie każdego dnia to dla mnie podstawa… Powodzenia na obronie!

  • Tabayka

    Najważniejsze to… się w życiu nie nudzić! 😉