Bullet Journal – lipiec 2017 – pierwszy miesiąc z BuJo

Opublikowane

Chociaż do końca miesiąca tak naprawdę zostało jeszcze kilka dni, postanowiłam, że już teraz opowiem trochę więcej o moich pierwszych doświadczeniach z Bullet Journalem. Eksperymenty z samą jego formą rozpoczęłam na dwóch, ostatnich miesiącach czerwca – spodobała mi się ta metoda planowania codzienności, więc z BuJo działałam przez lipiec. Jak to się zaczęło? Co o nim myślę? No to po kolei… 

Bullet Journale wielokrotnie spotykałam na Pinterest, ale tak naprawdę o całej idei dowiedziałam się od Kasi z worQshop. Oczywiście metoda planowania, trzymania się jakichś tasków w takiej zwykłej, szarej codzienności, nie od początku do mnie przemawiała. Ba, do tej pory wciąż podtrzymuję swoje zdanie, że BuJo nie jest do wszystkiego i nie jest dla wszystkich. Osobiście nie prowadzę w nim bilansu rachunkowego, nie umieszczam też w nim nic, co tyczyłoby się zawodowych projektów – to znaczy w planie dnia odnotowuję sobie, aby przysiąść do jakiegoś zadania, ale nie rozpisuję się od A do Z, bo uważam, że jest wiele dobrych narzędzi online, które zwyczajnie ułatwiają pracę (na przykład taką, jaką wykonuję ja – kreatywną) czy kontrolowanie swoich prywatnych wydatków i nie ma sensu pracować wyłącznie „na notesie” (z resztą kiepska sprawa, gdyby taki notes zgubić). Podsumowania osiągnięć zawodowych i prywatnych – tak, to dobry pomysł, ale nic poza tym. Niektóre dane po prostu lepiej trzymać w o wiele bardziej bezpiecznym miejscu. Takie jest zwyczajnie moje zdanie.

 

Czym obecnie dla mnie jest Bullet Journal?

Aktualnie Bullet jest dla mnie takim polem do pracy… ale nad sobą, nad nawykami, nad blogiem, projektami pobocznymi, nad uporządkowaniem rzeczywistości, czasu wolnego, a także doskonałą okazją do ćwiczenia pisma (do tej pory praktycznie nie ćwiczyłam ręki, a jako jednak grafik muszę to robić), rysunku i konsekwentnego działania. Dla mnie to rodzaj pamiętnika, którym mogę podzielić się – i dzielę się – w Sieci: w końcu pokazuję zdjęcia poszczególnych stron na Facebooku czy Instagramie. Prawdopodobnie kwestia BuJo to też temat kontrowersyjny, na wiele sposobów (kto śledzi grupy tematyczne, ten wie)… ale o tym może opowiem innym razem.

 

Lipiec 2017 w BuJo

Może zacznę też od tego, że czerwiec wyglądał zupełnie inaczej i… sierpień również będzie wyglądał inaczej. Tak, tak, wciąż testuję różne układy, kolekcje, kolory, a nawet kroje pisma. Jeżeli ciekawi Cię jak czerwiec się prezentował, zajrzyj do szóstego Potygodnika, znajdziesz tam zdjęcie.

Lipiec zaczął się naprawdę produktywnie i taki też utrzymywał się niemalże do końca. Niestety nie mogę powiedzieć, że był dobrym miesiącem, a wręcz przeciwnie: był trudny, marudny, kapryśny, często dołował i zaganiał w przysłowiowy kozi róg. Cieszę się, że (praktycznie) przeminął.

Jak pewnie nie sposób nie zauważyć, w kwestii kolorów okazałam się powściągliwa. Postawiłam na zieleń i czerń, jakoś kompletnie zapominając o wypróbowaniu się w doodlach, z czym oczywiście muszę się w przyszłości poprawić.

 

 

Na zdjęciu powyżej dwie strony początkowe miesiąca. Trackery w tym miejscu kompletnie się nie sprawdziły, ale wydaje mi się, że już wiem dokąd je przeniosę w rozkładzie sierpniowym. Media społecznościowe planuję zorganizować w trochę innej tabelce, natomiast ruch i posiłek po kilku dniach używania BuJo przerzuciłam do Kalendarza Nawyków. Zdecydowanie zabrakło mi miejsca na notatki… o jakąś połowę strony!;)

 

 

Tak właśnie prezentowała się lipcowa rozpiska tygodnia. Jakimś cudem zapomniałam tu także zaznaczyć tygodnie miesiąca i wielokrotnie przyłapywałam się na przekartkowywaniu notesu. Mam zamiar także popracować nad lepszym, wyraźniejszym oddzielaniem poszczególnych dni – jak widać na przykładzie wtorku i środy, te dwa dni za bardzo zlały się w całość.

 

 

Strona z (niedokończonym jeszcze) Podsumowaniem i (nieopisana, bo bez tytułu) strona z Kalendarzem Nawyków to zdecydowanie moje dwie, ulubione strony tego miesiąca. Jak widać na załączonym obrazku, może i nie wszystko poszło zgodnie z planem (a do tego humor i aura były paskudne), ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Biorę się w garść i pracuję nad sobą dalej. Mogę powiedzieć, że te kartki to też takie pierwsze, nieśmiałe testy związane z trackerami i kolekcjami (wydaje mi się, że Kalendarz Nawyków to taka trackero-kolekcja). Będzie lepiej, ciekawiej, kreatywniej i bardziej motywująco – tak sobie obiecałam!

 

Spostrzeżenia i refleksje oraz planowane zmiany w rozkładzie na sierpień

Nie będę ukrywać, że dążę do tego, aby mój Bullet Journal był schludny, przejrzysty i minimalistyczny. Może tu nie chodzi o idealność i błędy są dozwolone, ALE z drugiej strony wciąż odzywa się we mnie wewnętrzna (i wcale nie ukryta aż tak głęboko) estetka, która krzyczy za każdym razem, kiedy postawię nierówną kreskę. I wiesz co? Nie zamierzam z nią walczyć, bo czuję, że pod pewnym względem walczy o dobrą sprawę. Taka jestem, taką siebie lubię. Tak, czy inaczej, dla świętego spokoju, kolejnym razem spróbuję zakupić segregator z wkładkami w kropki, które w razie wu będę mogła wymieniać, przerabiać i… dodawać. Na razie jednak postanowię kontynuować przygodę z moim czarnym Moleskine.

Z pierwszym BuJo to chyba tak trochę jak z urządzaniem pierwszego mieszkania, a przynajmniej dla mnie brzmi znajomo: pewnie na początku nie wiesz czego chcesz, wybierasz to, co akurat wpadnie Ci w ręce i się (aktualnie) podoba, a potem okazuje się, że potrzeby się zmieniają. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że to kompletnie normalne i nie ma nic w tym złego.

Rozpiskę miesięczną na sierpień zaprezentuję na blogu w najbliższym czasie. Na pewno w sporym stopniu zmieni się układ, będzie bardziej przemyślany i lepiej też będzie odpowiadał na moje potrzeby:

  • pojawią się nowe nagłówki, lepiej opisujące dany tydzień, kolekcje i trackery,
  • kolekcje i trackery znajdą się po stronach z rozpiską tygodni – z zapasem miejsca,
  • zachowam swój ulubiony minimalizm, ale mam ochotę trochę podoodlować (i może tym sposobem wprowadzić więcej kolorów).

 


 

Jestem ciekawa, co myślisz o Bullet Journalu i planowaniu codzienności. Jeżeli prowadzisz własne BuJo napisz w komentarzu jak się Twoja przygoda z notesem zaczęła i skąd czerpiesz na niego inspiracje! Jeśli jednak nie prowadzisz własnego dziennika, daj znać czy w jakikolwiek inny sposób porządkujesz swoją codzienność, działasz kreatywnie, albo dbasz o ważne nawyki!:)

  • Też marzy mi się minimalistyczne BuJo, ale póki co testuję 😉 Jeśli chodzi o nawyki – układ miesięczny jest the best, ten tygodniowy w ogóle mnie u mnie w lipcu nie motywuje…

    • U mnie właśnie odwrotnie – w tygodniu mam tyle rzeczy do zrobienia, że jedno okienko, np. z tego mojego blogowego minimalistyczne plannera by nie wystarczyło! Ale ja siedzę na freelance… to też zupełnie inne życie, inna organizacja i w ogóle rozkład dnia 😛

  • BuJo spodobał mi się, kiedy tylko o nim usłyszałam, ale wydaje mi się, że to nie dla mnie. Lubię porządkować swoje życie i uwielbiam takie śliczne rzeczy, ale nie potrafię wyżywać się kreatywnie, żeby stworzyć coś takiego, a gotowe szablony to już nie to samo. Mam kalendarz-notes, który traktuję bardziej jako pamiętnik, kiedyś korzystałam z Habitiki, ale porzuciłam ją, bo dziwnym trafem zaczęłam sama z siebie pamiętać o nawykach, o których miała mi przypominać ta aplikacja… Magia 😉

    • Ważne, aby na wszystko znaleźć swój własny sposób – i żeby po prostu działał:)